Language:PolskiUkraińskiEnglish

Dzięki decyzji Premiera, że rząd przez rok nie prześle ACTA do ratyfikacji, rozpoczyna się prawdziwa debata w sprawie zapisów umowy

06 lutego 2012
Dzięki decyzji Premiera, że rząd przez rok nie prześle ACTA do ratyfikacji, rozpoczyna się prawdziwa debata w sprawie zapisów umowy

Dochodzą do mnie coraz dalej idące obawy, związane z wpływem ACTA już nie tylko na internet, ale funkcjonowanie przemysłu i rolnictwa. Wszystkie z nich muszą być wyjaśnione przez prawników, rząd i Komisję Europejską. Myślę, że na uporządkowanie dyskusji wpłynęłyby szczegółowe analizy konsekwencji ACTA wykonane przez renomowane firmy prawnicze i ośrodki akademickie. Zdefiniują one zagrożenia, biorąc pod uwagę prawo polskie i międzynarodowe, a także praktykę jego stosowania. Wówczas będziemy mogli zidentyfikować ewentualne artykuły, które powinny być zmienione. Biorąc pod uwagę, iż jest to umowa negocjowana przez Unię Europejską, właściwym miejscem dyskusji powinien być Parlament Europejski. Wyobrażam sobie rezolucję, w której Parlament zasugeruje konkretne poprawki do umowy i zażąda od Komisji Europejskiej jej renegocjacji. Wiadomo, że w umowie tej głównie liczą się USA, UE i Japonia. Bez którejkolwiek z tych stron trudno sobie wyobrażać jej normalne funkcjonowanie. Dlatego renegocjacja na wniosek Unii Europejskiej jest realna. Do tego musimy wiedzieć konkretnie o co nam chodzi. I musimy opierać się na sprawdzonych, rzetelnych analizach prawnych. Nie przesądzam kwestii renegocjacji, pokazuję tylko taką możliwość, stwarzającą pole do konsultacji. Uważam natomiast, że jej warunkiem bezwzględnym jest solidna analiza prawna odnosząca się do zgłaszanych obaw.

 

Odnosząc się do dotychczasowych obaw internautów, dotyczących wolności wymiany plikami w sieci, widać wyraźnie, iż ich prawdziwą przyczyną nie jest sama ACTA, ale obecnie funkcjonujące na świecie prawo autorskie. O co mi chodzi? O to, żeby porzucić matrix, w którym funkcjonują dobra kultury i ich właściciele – bezpośredni i pośredni - na świecie. Faktem jest, że w ciągu dekady ilość materiałów dostępnych w Internecie zwiększyła się o wiele tysięcy procent. Oczywiście dużo z nich – jak na przykład gros z tych dostępnych na serwisie MEGA-UP-LOAD - były treściami, w sposób bezpardonowy wrzuconymi do sieci. Bez żadnego szacunku dla ich twórców. Czy jednak za kradzież można uznać dzielenie się plikami w celu wspólnego oglądania filmu z przyjaciółmi? Pamiętam jak w latach 80. zebraliśmy się w mieszkaniu jednego z naszych przyjaciół, szczęśliwego posiadacza magnetowidu i w grupie oglądaliśmy „Przesłuchanie” Bugajskiego, pokazujące tragedię więźniów stalinowskich z brawurową rolą Krystyny Jandy. Wrażenia z tego wspólnego seansu pamiętam do dziś. Nie chodziło tylko o to, że film był zastrzeżony przez cenzurę, ale bardziej nawet o to, że dzieliliśmy swoje emocje razem. Minęły dekady, a w sferze relacji międzyludzkich zmieniło się tylko to, że teraz, aby obejrzeć razem film albo posłuchać muzyki, możemy wykorzystać portale społecznościowe. Zniosły one granice odległości między ludźmi i tylko wzmocniły możliwość dzielenia tych emocji, które budują wspólnotę. Jednak dziś, choć można ściągać filmy z internetu i oglądać je razem w mieszkaniu jednego z przyjaciół, taka sama możliwość dzielenia się w sieci tym co nas porusza, bawi, albo nawet wywołuje gniew i sprzeciw – może być jawnym łamaniem prawa. Są tacy, którzy z automatu nazwą podobne działania piractwem. Niestety często mogą mieć rację. Problem w tym, że koncepcja prawa, która była punktem wyjścia do tego rozumienia ma już bardzo długą tradycję. Dość powiedzieć, że u prapoczątku obecnego myślenia o międzynarodowej ochronie praw autorskich legła konwencja berneńska z 1886. Przecież w XIX wieku nikomu nawet nie śniło się o internecie. Dziś "domem" dla wielu internautów są portale społecznościowe, traktowane przez prawo jak przestrzeń publiczna. Na tym polega anachroniczność prawa, nie przystającego do nowoczesnego środka komunikacji, jakim jest internet.

 

Podsumowując, jestem zdania, że skoro Polska społeczność internautów stała się aktywną stroną w sporze o sankcje związane z łamaniem praw autorskich (celowo nie piszę piractwem – bo traktuję te kwestie osobno i co do handlu podróbkami nie rewiduję swojego stanowiska), to tym bardziej polscy eurodeputowani mają mandat do tego, by być liderami w dyskusji na ten temat. Uważam jednak, że lepiej jest leczyć chorobę a nie objawy. Za chorobę uznaję archaiczne, przestarzałe, nieżyciowe przepisy prawa autorskiego, regulujące własność i wolność w operowaniu tą własnością w internecie. Konkretne ograniczenia tej wolności, zawarte w istniejących przepisach o ochronie międzynarodowej praw autorskich są tylko objawami tej choroby.

 

Moja propozycja wyjściowa to uwolnienie internetu w obszarze swobodnego dzielenia się dobrami kultury za pośrednictwem portali społecznościowych (Social Network). Do zmiany podejścia w skali międzynarodowej powinien wezwać Parlament Europejski. Moją diagnozę wzmacniają ostatnie badania Internetu wskazujące na to, że najczęściej kupującymi płyty, czy książki są te same osoby, które pozyskują je za darmo w sieci. Nie znaczy to jednak, że chcę zmusić artystów by żyli tylko powietrzem. Wolność bez stabilizacji finansowej jest niemożliwa. Tyle, że w związku z powszechnością ich utworów i dzieł uzyskiwanych w Internecie należy pomyśleć o tym, by włączyć w płacenie za udostępniane dobra kultury tych, którzy z tego udostępniania czerpią największe korzyści – czyli firmy oferujące dostęp do sieci. Można oprzeć się na widocznej prawidłowości. Im więcej wolności w sieci, tym więcej pakietów o dużej pojemności przesyłu danych sprzedają telekomy i tym więcej na tym zarabiają. Zarabiają właśnie na transmitowanej muzyce i filmach. Stąd one same mogą być najbardziej zainteresowane uwolnieniem internetu i płaceniem twórcom.

Z moich wstępnych sondaży wynika, że pomysł ma szanse na powodzenie. Zachęcam Państwa do przesyłania swoich uwag, a jeśli uznacie ten pomysł za dobry, proszę o poparcie dla tej koncepcji. Z uwagą śledzę internet, jednak przy ogromie informacji i ograniczonym przez obowiązki czasie nie do wszystkiego mogę sam i przy pomocy mojego biura dotrzeć. Jeśli chcecie Państwo napisać mi swoje uwagi proszę wpiszcie w mailu w tytule – ARGUMENTY. Jeśli zaś macie ochotę poprzeć ten pomysł, co także wiele dla mnie znaczy, napiszcie w tytule TAK DLA WYMIANY PLIKÓW NA PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH. Czekam na Państwa maile, które proszę przesyłać na skrzynkę: acta@pawelzalewski.eu

 

 

Paweł Zalewski
 

Powrót