Language:PolskiUkraińskiEnglish

W życiu nie ma nic za darmo, czyli dlaczego opłaca się nam ratować Grecję?

28 października 2011
W życiu nie ma nic za darmo, czyli dlaczego opłaca się nam ratować Grecję?

Wielu z nas uważa, że Polska w roku 2011 jest ciągle zabiedzonym przez komunizm krajem, takim jakim był w 1989 roku. To nie jest prawda. Osiągnęliśmy sukces gospodarczy, mierzony wzrostem PKB na głowę mieszkańca, olbrzymią przedsiębiorczością Polaków, zwiększeniem inwestycji i poziomu wykształcenia. W Wielu obszarach, np. w infrastrukturze, jest ciągle wiele do zrobienia – kolej, drogi. Nasz rozwój uzyskaliśmy dzięki uwolnieniu naszej przedsiębiorczości, ale także dzięki integracji europejskiej. To dzięki niej mogliśmy reformować kraj, budować zaufanie obcych inwestorów i otrzymywać fundusze europejskie.

 

Dzisiaj Europa nie dzieli się już na biedny Wschód i bogaty Zachód, ale na oszczędną i dobrze zarządzaną Północ i żyjące daleko na wyrost Południe.

 

Utrzymanie spójności Unii Europejskiej to dla nas wielka szansa. Jeżeli ktoś myśli, że usunięcie za burtę Grecji rozwiąże problem, to jest w wielkim błędzie. Przerażeni brakiem zdolności do rozwiązania kryzysu przez UE inwestorzy zaczną lawinowo wysprzedawać papiery dłużne Irlandii, Hiszpanii, a potem Włoch. Straty, które poniesiemy wówczas wszyscy, będą ogromne. Dotknie to nie tylko zagranicznych central banków działających w Polsce, ale także państw niezasłużonych w takim stopniu jak Polska. Których cena obsługi długu wzrośnie radykalnie. Bankructwo Grecji może doprowadzić do trudności uzyskania kredytu w całej Europie, radykalnego ograniczenia konsumpcji, produkcji i radykalnego zwiększenia kryzysu na naszym kontynencie.

 

Polskie firmy są ściśle powiązane z gospodarką europejską. Jesteśmy głównym kooperantem największego eksportera w strefie euro, czyli Niemiec. Załamanie się gospodarcze strefy euro odbije się natychmiast na Polsce, dlatego jej utrzymanie leży w naszym interesie. Możemy twierdzić, że strefa euro to ONI i niech ONI rozwiążą ten problem. Tak zaczyna myśleć wielu Niemców czy Francuzów, którzy nie dostrzegają, że ich dobrobyt zależy od eksportu do Grecji i Hiszpanii i nie chcą pomagać w wykupie zadłużenia greckiego. Jednak kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy robią wszystko, aby przekonać swoich obywateli, że kryzysu nie da się wyleczyć jak w gangrenie – amputacją Grecji od strefy euro. Możemy nadal myśleć, że jesteśmy biednym, pokrzywdzonym krajem Unii, któremu za wojnę od Niemców, a zdradę od Francuzów i Brytyjczyków należą się tylko dotacje. Tylko że w Europie nikt tak nie myśli. W Brukseli rozmawiając o funduszach spójności w budżecie na lata 2014-2020 najwięksi płatnicy będą pytali się nas nie tylko ile chcemy przeznaczyć z budżetu unijnego na budowę dróg i linii kolejowych, ale także jaki jest nasz stosunek do wysiłków, które oni czynią, aby zażegnać kryzys.

 

Możemy wzruszać ramionami mówiąc, że kryzys wywołali rozrzutni, skorumpowani Grecy, a więc niech teraz płacą sami za niego, ale nikt wtedy nie potraktuje poważnie naszych próśb. To w naszym interesie leży podtrzymanie europejskiej solidarności. Jej wyrazem są fundusze spójności czy fundusze na budowę infrastruktury na wsi. Jej wyrazem jest także wysiłek państw członkowskich strefy euro, aby wspólnie pokonać kryzys. Jeżeli Polska chce utrzymać fundusze strukturalne, ale także znaczący głos w kształtowaniu polityk unijnych, nie może stosować solidarności w wydaniu Kalego. Solidarność nigdy nie działa w jedną stronę. Jeżeli chcemy, aby była okazywana wobec nas, musimy wykazać ją także wobec innych. W tym kontekście ważne jest, aby pomoc dla Grecji, Irlandii, czy Hiszpanii, której bezrobocie wyniosło już 21,5 %, była ograniczona konkretnymi, ostrymi warunkami, tak, aby te państwa wreszcie zaczęły na siebie zarabiać a nie wydawać i mogły spłacić swoje długi.

 

Jeżeli chcemy, aby inni byli wobec nas solidarni i chcemy liczyć się w debacie nad przyszłym budżetem UE, polski rząd musi dziś proponować udział w tworzeniu środków, także finansowych, wyjścia z kryzysu. Na razie ta propozycja nie została podjęta.

 

Paweł Zalewski
 

Powrót