Language:PolskiUkraińskiEnglish

Proeuropejski kurs Ukrainy to dowód na atrakcyjność Unii

01 lipca 2011
Proeuropejski kurs Ukrainy to dowód na atrakcyjność Unii

Określany jako prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz jednoczy Ukraińców wokół idei integracji europejskiej.

 

Polska obejmuje rotacyjną prezydencję w Unii Europejskiej, zyskując szansę na sukces, który może być znakiem rozpoznawczym naszego kraju w europejskiej rodzinie. Naszą ambicją będzie między innymi zawarcie traktatu o członkostwie w Unii z Chorwacją i o pogłębionej strefie wolnego handlu z Ukrainą. Mamy w ten sposób szansę wypełnić treścią wezwanie Jerzego Buzka, który w dniu swojego zaprzysiężenia na przewodniczącego europarlamentu wskazał na konieczność zniwelowania różnic między starą a nową Europą i budowania jednolitej Unii. Nie może być w tym procesie nic bardziej dobitnego niż zdynamizowanie procesu integracyjnego kolejnych unijnych sąsiadów i powrót do koncepcji Europy jako tworu otwartego na rozszerzenie. Istotne, że polska prezydencja będzie się nie tylko koncentrowała na wschodzie Europy, ale także chce wykazać inicjatywę w stworzeniu ambitnej, europejskiej propozycji dla Afryki Północnej. Chodzi o taki mechanizm rozwiązań systemowych, które pozwolą stworzyć lepsze możliwości rozwoju gospodarczego takich państw jak Tunezja, Egipt czy Libia we współpracy z Europą. Warunkiem do realizacji tej oferty ma być postęp w budowie demokracji.

 

W nowych warunkach stworzonych przez traktat lizboński będziemy współpracować nie tylko z państwami członkowskimi, ale także z Europejską Służbą Działań Zewnętrznych. Jej szefowa pani Catherine Ashton opisała niedawno sukcesy jej służby na Bałkanach. Jako największy określiła zamknięcie negocjacji akcesyjnych z Chorwacją i postęp w oczekiwanych przez Unię reformach w Serbii. Na podkreślenie zasługują jednak także osiągnięcia Ukrainy, Mołdowy i Gruzji. Te państwa objęte są zainicjowanym przez Polskę i Szwecję programem Partnerstwa Wschodniego, które w czasie naszej prezydencji ma wrócić na pierwszy plan europejskiej polityki.

 

Jako poseł do Parlamentu Europejskiego bliski sprawom Ukrainy najwięcej mogę powiedzieć o niej, będącej w kluczowym punkcie negocjacji umowy handlowej. W umowie tej nie chodzi przede wszystkim o wzajemne otwarcie rynków. Dla Kijowa umowa oznacza zacieśnienie relacji z Unią, zamiast wejścia do Związku Celnego z Rosją. Głównym celem tak rozumianego porozumienia będzie przeniesienie standardów europejskich na Ukrainę. Nie chodzi zatem tylko o korzyści ekonomiczne, ale przede wszystkim o cywilizacyjne zbliżenie do Unii jako instrumentu modernizacji.

 

Niezależnie jednak od środków, którymi dysponuje Unia Europejska, kluczową rolę w procesie integracji odgrywa wola opinii publicznej i determinacja zjednoczonej klasy politycznej państw partnerskich w przeprowadzaniu reform. Jest ona dzisiaj widoczna właśnie na Ukrainie, którą ma szansę zbliżyć do Unii Europejskiej określany wcześniej jako prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz. Cieszę się z tego, bo taki scenariusz publicznie prezentowałem na samym początku ubiegłego roku. Wbrew wielu opiniom okazało się, że Partia Regionów nie uległa szantażowi gazowemu Putina, który proponował obniżenie cen za gaz w zamian za wejście do kierowanego przez Moskwę związku celnego. Janukowycz nie zgodził się także podczas ostatniego, weekendowego spotkania z rosyjskim premierem na oddanie kontroli Gazpromowi nad ukraińskim systemem gazowym. Ukraiński prezydent ma świadomość granic, których w relacjach z Rosją nie może przekroczyć. Wie również, że jedyną ideą, która jednoczy podzielonych Ukraińców, jest integracja europejska. Osiągnięcie rezultatów w tej kwestii jest kluczowe, jeśli chce wygrać zaplanowane na jesień przyszłego roku wybory parlamentarne.
 

W jakim punkcie dziś jesteśmy? Zakończona przed tygodniem 17. runda negocjacji przyniosła kompromis w podstawowych kontrowersyjnych dotąd kwestiach. Do rozstrzygnięcia we wrześniu br. pozostaną tylko nieliczne kwestie merytoryczne i techniczne. Wtedy przyjdzie kolej na polską prezydencję, której rolą będzie przekonanie państw członkowskich do umowy wynegocjowanej przez Komisję Europejską. Teoretycznie nie powinno być z tym kłopotu. Umowa tworzy dla europejskiego biznesu wiele pozytywnych rozwiązań, gwarantując znaczne zwiększenie naszego eksportu już od początku jej obowiązywania. Dla Unii szukającej dróg wyjścia z kryzysu oznacza to dodatkowe dochody i miejsca pracy. Jednocześnie w poważnym stopniu chroniony będzie nadal rynek rolny, co powinno uspokoić wrażliwych na tym punkcie Francuzów i Hiszpanów.

 

Pogłębiona i wszechstronna umowa o wolnym handlu to nie tylko kwestia gospodarcza, ale przede wszystkim polityczna. Niektóre państwa są zaskoczone tempem negocjacji i obawiają się, że dokonywany przez Kijów europejski wybór utrudni relacje Unii z Rosją. Sytuację dodatkowo komplikuje wysunięcie oskarżeń wobec Julii Tymoszenko o przekroczenie kompetencji, w okresie gdy kierowała rządem, oraz uwięzienie jej byłego ministra spraw wewnętrznych Jurija Łucenki za korupcję. Opozycja odpowiada oskarżeniem obecnych władz o instrumentalne stosowania prawa na jej niekorzyść. W te głosy wsłuchuje się Parlament Europejski, zawsze wrażliwy na kwestie standardów demokratycznych. Niedawno uchwalił on nawet specjalną rezolucję, wzywającą Janukowycza do zaprzestania prześladowań opozycji. Mimo iż nikt nie porównuje ukraińskiego prezydenta do Łukaszenki, a postęp we wprowadzaniu reformatorskiego ustawodawstwa w zestawieniu z zastojem w tej dziedzinie za rządów Juszecznki i Tymoszenko jest wyraźny, argumenty o łamanie praw obywatelskich mogą stanowić pretekst do wstrzymania procesu zbliżania, tym razem przez Unię Europejską. Polską dyplomację czeka więc w tej kwestii trudne wyzwanie.

 

Nie mam wątpliwości, że akurat Kijów jest obok Kiszyniowa i Tbilisi najpotężniejszym partnerem w projekcie Partnerstwa Wschodniego. Nowy impuls w rozwoju tego projektu przyniesie szczyt planowany na koniec września w Warszawie. Uwidoczni on również naszą pozycję jako kraju z sukcesem przedstawiającego propozycję rozwiązań problemów w regionie. Przypadek Chorwacji i Serbii, które wydały zbrodniarzy wojennych, uważanych przez dużą część społeczeństw tych krajów za bohaterów narodowych, pokazuje, jak atrakcyjna jest perspektywa europejska dla sąsiadów Unii. Niezależnie od tego, czy wyrażona jest przez umowę członkowską (Chorwacja), rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych (Serbia), czy umowę stowarzyszeniową (Ukraina), mobilizuje on bezsprzecznie państwa do koniecznych, choć często bolesnych decyzji. Na tym tle widać korzyści, jakie stwarza od dawna lansowana przez Polskę polityka warunkowa, oferująca więcej możliwości tym partnerom, którzy przeprowadzają więcej reform. Podejście to ma być wykorzystane także wobec Afryki Północnej. Podstawą nowej polityki ma być komunikat Komisji Europejskiej z maja, w którym zakłada się stworzenie środków średnio- i długoterminowych na rzecz rozwoju gospodarczego tego regionu. Nie chodzi tu o znoszenie barier celnych, bowiem w przypadku towarów przemysłowych Unia jest w praktyce otwarta na kraje śródziemnomorskie. Wyjątkiem pozostaje dostęp na europejski rynek produktów rolnych, ale tutaj nie należy się spodziewać elastyczności ze strony lobby rolniczego w Brukseli. To, co może przynieść efekt, to przeniesienie europejskich procedur dotyczących określenia jakości produkcji, umożliwiających szybszy przepływ towarów, ułatwiających funkcjonowanie firm. To zmiany i bardziej cywilizacyjnym charakterze, idące w parze z modernizacją społeczeństw i państw. A na tym Unii zależy najbardziej. Na ile Catherine Ashton i kierowana przez nią nowa służba działań zewnętrznych dostrzegają i wykorzystują szansę, jaką tworzy idea integracyjna? Nie sposób nie zauważyć, iż o ile pani Ashton jest aktywna w przypadku Bałkanów, to jej w reakcja wobec wydarzeń w Afryce Północnej była spóźniona, a w Europie Wschodniej jest całkowicie nieobecna. Wobec Libii dyplomacja Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, a także Polski wyprzedziła inicjatywę europejską. Symboliczny wydźwięk ma dla nas fakt, że otwarcie przedstawicielstwa Unii w Benghazi wyprzedziła wizyta w powstańczej stolicy ministra Radka Sikorskiego.

 

Do dziś po mimo wielokrotnych zapowiedzi szefowa unijnej dyplomacji nie odwiedziła Kijowa. Miałaby tam doskonałą szansę nie tylko pochwalić reformy i postęp w negocjacjach, ale także powiedzieć prezydentowi Janukowyczowi, że warunkiem integracji europejskiej jest przede wszystkim przestrzeganie standardów demokratycznych i rządów prawa. Jest to dziś szczególnie istotne w kontekście oskarżeń wobec Julii Tymoszenko. Istotą działania Unii Europejskiej jest nie tylko komunikowanie się z władzami, ale także ze społeczeństwami krajów partnerskich. W pamięci została mi Europejska Parada w Kijowe, w której uczestniczyłem 21 maja. Uderzyło mnie jak wiele tysięcy młodych Ukraińców z entuzjazmem domagało się europejskich standardów w ich kraju, podczas gdy przedstawione na telebimie wystąpienie pani Ashton nie zawierało ani jednego odniesienia do Ukrainy. Zostało poświęcone jedynie sukcesom kierowanej przez nią służby. Jakże wyraźne było zderzenie nadziei mieszkańców Kijowa z biurokratyczną oschłością szefowej unijnej dyplomacji. Mam nieodparte wrażenie, że pani Ashton i jej służba traktuje kraje Partnerstwa Wschodniego jako klientów pomocy europejskiej, a nie jako partnerów we wspólnym rozwiązaniu problemów występujących na naszych granicach. Ważnym zadaniem dla naszej dyplomacji jest skłonienie Komisji Europejskiej do rozpoczęcia wreszcie negocjacji z Gruzją i Mołdową na temat pogłębionej strefy wolnego handlu. Opóźnieni w tym zakresie po stronie Brukseli nie daje się wytłumaczyć żadnymi argumentami. Na plan pierwszy wysuwa się jednak Ukraina, która w przypadku powodzenia reform może uzyskać pozycje regionalnego lidera, przenoszącego nowoczesne standardy gospodarcze i polityczne na Białoruś, Zakaukazie i do Azji Centralnej. Wyraźnie wskazał na to w Warszawie prezydent Barack Obama, znajdując czas na osobne spotkanie z Wiktorem Janukowyczem w obecności prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zadaniem dla polskie prezydencji będzie zatem przekonanie Brukseli, aby dostrzegła i wykorzystała ten potencjał, który w Ukrainie już dziś dostrzegają Amerykanie.
 

Paweł Zalewski

 

Powyższy tekst został opublikowany na łamach gazety POLSKA THE TIMES, Nr 52 (997) w dniu 01.07.2011.

 

Powrót